Kocham, wierzę, fam. Najkrócej mówiąc: moja wiara wielka jest, a na blogu tym będzie wszystko i nic. Życzę miłego czytania. “Miłość Jego jest bez granic”. :* Pozdrowienia. Julia. Dlaczego Julia? Taki mój psełdonim. Lubię imię Julia. :)

Witajcie.

Nie było mnie przez okrągły tydzień, ale ten tydzień był naprawdę świetny. W kolejnym wpisie umieszczę sprawozdanie z owej wycieczki, tylko je poprawię. Naprawdę, tak fajnie było. Ułożyłyśmy coś z dziewczynami, ale nie pokażę Wam tego, bo współautorki by mnie zabiły.

Ok, kończę.

Ps: Miałam jechać do sanatorium, a jadę do Owińsk. Fajnie, bo tęsknię za nimi wszystkimi, ale też… No cóż, szkoda mi opuszczać koleżankę, która miała ze mną jechać.

J.

Sierpień 31st, 2010 at 1:56 pm | Comments & Trackbacks (0) | Bezpośredni odnośnik

Witajcie.

Żegnam wszystkich. Wyjeżdżam gdzieś daleko. Ni wiem, kiedy wrócę. To żart, wiem, hehe. Trzymajcie się i niech Moc z Wami będzie. Będę tęsknić za pewnymi osobami. Może jak wrócę, to… Hmmm, sama nie wiem. Aa, a ten awatar to z japońskiego jest. Zapamiętajcie to, kochani.

Pozdro for all.

Ps: Sprawozdanie murowane z wycieczki. O to się nie martwcie.
Już mi się buzia śmieje, hehe.

Buziaki..

Julia.

Sierpień 22nd, 2010 at 9:34 pm | Comments & Trackbacks (3) | Bezpośredni odnośnik

Witajcie.

Na początku informuję, że pewna osoba jak ten utworek usłyszy to mnie zabije, bo nie dość, że żeby zmieścić to całe, musiałam przekonwertować do mp3 w jakości 32 kbps, to jeszcze… A nieważne. W każdym bądź razie jest to piosenka z pewnego filmu, ale nikt nie zgadnie w jakim języku ona jest i w jakim języku ten film jest, a ja na pewno Wam nie powiem. Domyślajcie się. Odpowiedzieć może tylko jedna osoba, bo ona mi to poleciła. Ja zawsze przy tej piosence ryczę jak bóbr.

Pozdrawiam.

J.

Ps: Ten awatar zostanie na najbliższy czas, przez który będę niedostępna. Jeszcze raz przepraszam Cię, ale tak mnie na tą piosenkę natknęło.

Sierpień 21st, 2010 at 9:56 pm | Comments & Trackbacks (4) | Bezpośredni odnośnik

Rozdział ósmy

Kilka dni później Kristen odezwała się:
- Dobra, Bella. Już czas, abyś poznała Wedge’a i Syal.
- Wow! Już… ja… - byłam lekko w szoku.
- Nie jąkaj się, tylko chodź - rzekła przyjaciółka i razem wyszłyśmy z pokoju.
Chwilę później znalazłyśmy się przy drzwiach, na których było napisane 323.
- To jest numer pokoju Wedge’a - wyjaśniła Kristen, pukając w drzwi.
- Proszę - odezwał się ktoś.
Dziewczyna bez słowa otworzyła drzwi.
- Jest Wedge? - zapytała, a ja zakryłam twarz dłońmi, żeby nie wybuchnąć śmiechem.
- No… tak, jestem… - wyksztusił chłopak.
- A mogę cię prosić?
- Jasne, już idę - rzekł i chwilę później znalazł się przy nas.
- Słuchaj, to jest Bella. Bella, to jest Wedge - rzekła Kristen, patrząc na nas.
- Eee… Cześć… - wyksztusiłam.
- Hej, Bello. Miło mi cię poznać.
- Mi też. A… słyszałam, że masz siostrę. To prawda?
- Tak. Ma na imię Syal.
- Aa, rozumiem.
- Dobra, pogadacie sobie za chwilę. Idziemy do Syal? - zapytała Kristen.
- Jasne - odpowiedzieliśmy i razem poszliśmy w kierunku innego pokoju.
Tym razem zapukał Wedge, a drzwi otworzyła mu Syal.
- O co chodzi, brat? - zpytała, ale widząc nas, dodała:
- O cześć, Kristen, cześć… Eee… Ty jesteś Bella?
- Tak, to ona - odparla Kristen.
- Hej! - zawołała Syal z entuzjazmem. - Jak życie leci?
- Fantastycznie! - zawołałam. - A u ciebie?
- Też świetnie.
- No dobra, to gdzie idziemy teraz? - zapytał Wedge, patrząc na nas jak na jakieś wariatki z księżyca.
- Idziemy… Hmmm, na planetę Coruscant - odparłam, a Kristen, Syal i Wedge wybuchnęli śmiechem.
- Nie, to raczej lecimy - odezwała się Kristen. - Gwiazdą Śmierci.
- Taa, z Lordem Vaderem na czele - odezwał się Wedge.
- Odczepić się od mojego tatusia! - zawołała Kristen.
- Co, tak bronisz swojego lorda Vaderka? - spytała Syal.
- Ej, nie, skończcie już, błagam! - pisnęłam. - Ja już nie mogę, nie wyrabiam!
- No to tym lepiej dla nas - odezwał się Wedge. - Ale dobra, gdzie idziemy?
- Chodźcie, ja wiem - odezwała się Syal i ruszyła przed siebie, a my za nią.
Chwilę później znaleźliśmy się w małej świetlicy. Kiedy usiedliśmy, Wedge spytał:
- Bella, lubisz “Gwiezdne Wojny”?
- Ja je uwielbiam! - pisnęłam. - Oglądaliście “Atak Klonów”?
- Taaa, jasne - odezwała się Kristen. - Nie mogę poruszać nogami, wymagam naoliwienia, hahahaaa!
- No taa, to było piękne. A pamiętasz… zaraz jak to było? - spojrzałam na nią.
- Nie, no bo słuchajcie, to było tak. My któregoś dnia się spotkałyśmy i puściłyśmy sobie “Atak Klonów”. No i jest ten moment. Nagle wchodzi moja mama i mówi tak: No to idźcie już się myć, bo już czas, nie? Na co Bella, że nie możemy poruszać nogami, bo… bo wymagamy naoliwienia; A Belli mama staje w drzwiach i…
Kristen urwała i zaniosła się serdecznym śmiechem.
- I mówi do nas tak: Dziewczynki, chcecie? Mam w szafce gdzieś oliwę, to wam nogi naoliwię - dokończyłam.
Kiedy skończyłyśmy opowiadać, Syal i Wedge aż dostali kolkę ze śmiechu.
- Mój brzuuuch!!! - jęknęła Syal. - Nie mogę, litości, liii, tooo, ściiii!
- Spoko, litość będzie jak zasłużysz - odezwałyśmy się z Kristen, znowu wybuchając śmiechem.
- Nie, dobra, ludzie, ale tak na poważnie, to czym się interesujecie? - zapytał Wedge.
- “Star Warsami” - odpowiedziałyśmy zgodnym chórem.
- No taaa, ty, Krristen i ty, Syal to wiem, ale… no to będzie jazda!
- Wedge, dobra, dość tego. Bella, która godzina? - spytała Kristen.
- Twoja ostatnia - odpowiedziałam jej.
- Och, nieee, ludzie, świry~! - pisnęła Syal, trzymając się brzucha.
-

Ej nie, już tyle czasu gadamy? - spytał Wedge chwilę później.
- No trochę… No ale dobra. To na razie - odezwała się Kristen, ściskając rękę Syal i żegnając się w odpowiedni sposób z Wedge’em.
- No, wy też się trzymajcie, hej - odezwali się, a my odeszłyśmy od nich.
- O kurde, ja nie mogę! - zawołałam. - Liiiiitooooościiii!
- No ja też nie mogę - odezwała się Kristen.
Nie spodziewałam się, że przyjaźń moja, Wedge’a i Syal tak się rozwinie, a jednak… Zobaczycie, co będzie dalej.

Sierpień 20th, 2010 at 5:53 pm | Comments & Trackbacks (1) | Bezpośredni odnośnik

Rozdział siódmy

Następnego dnia rano jak zwykle poszłyśmy na lekcję, tak jakby nic się nie stało. Jednak kiedy Kristen odchodziła w stronę klasy, dostrzegłam, że bardzo się uśmiecha. Ukradkowo rzuciłam spojrzenie w jej kierunku. Od razu podeszła do Wedge’a. Bardzo chciałam podejść i zapytać, czy jest coś o czym nie wiem, ale zadzwonił dzwonek na matematykę z panią Bellą Room. Moja imienniczka, kurcze blade.
- Dzień dobry, dzieci - odezwała się pani pokój, kiedy usiedliśmy w ławkach. - Jak wiecie nazywam się Bella Room i uczę matematyki.
- Taa, oczywiście. Jest pani moją imienniczką - wyrwało mi się.
- Panno Clarsing, spokój proszę! - zawołała nauczycielka.
Umilkłam, a ona zaczęła mówić dalej.
- Dziś przypomnimy sobie jak się dodaje i odejmuje. No może na początek… Pan Clothen. Ile jest 234 +123?
- Z punktu widzenia matematyków to jest 357, ale z punktu widzenia filozofów, to…
- Dziękuję, proszę usiąść - przerwała mu nauczycielka. - Panna Linnea Enter.
- No bo ja wiem? Może… Nie wiem ile by to było z punktu widzenia lekarza - odparła Linnea.
- Dzieciaki, co w was dzisiaj wstąpiło? - zezłościła się Pokój. - Jeżeli nie zaczniecie normalnie pracować, to…
Nagle drzwi otworzyły się, a do sali weszła Kristen.
- Przepraszam, pani profesor, czy jest Bella?
- Która Bella? - zapytała pani Pokój.
- Bella Clarsing - odpowiedziała Kristen.
- Tak, jest. A o co chodzi?
- Czy mogę ją… prosić na słówko? - spytała przyjaciółka niepewnie.
- W trakcie lekcji? - Pokój spojrzała na nią podejrzliwie.
- Proszę pani, to… to naprawdę pilne. Mnie pani Sto… pani dyrektor zwolniła.
Cała klasa wybuchnęła śmiechem. Wiadome było, że gdyby Kristen w porę się nie opanowała, to powiedziałaby “Stołówka”.
- No dobrze, jak musisz z nią koniecznie porozmawiać teraz… Możesz iść, Bello - zgodziła się niechętnie nauczycielka, a ja opuściłam klasę.
Kiedy znalazłyśmy się w naszym pokoju, w którym miałyśmy pewność, że nikt nas nie podsłucha, spojrzałam na przyjaciółkę.
- O co chodzi, Kristen?
- Chodzi o to, że… ten… Wedge… No ja… - Kristen miała zakłopotaną minę.
- No co? - ponagliłam ją.
- Ja muszę ci to powiedzieć, nie mogłam dłużej czekać, ale chodzi o to, że my… wczoraj…
- Czy ty znim… - zaczęłam.
- Taaaak! - pisnęła przyjaciółka.
- A nie mówiłam? - zapytałam. - Już wczoraj zauważyłam, że coś jest nie tak. Jak przyszłaś taka zarumieniona i w ogóle. Czemu nie powiedziałaś tego mi?
- No bo ja… nie chciałam ci od razu mówić. A wiesz, że on interesuje się “Gwiezdnymi Wojnami”?
- Co? - spojrzałam na przyjaciółkę w taki sposób, jakby ta spadła z księżyca. - Żartujesz sobie ze mnie, czy mówisz poważnie?
- Nie, nie żartuję - odpowiedziała spokojnie. - On jest fanem “Star Warsów”.
- O kurde! - pisnęłam. - Ale masz fuksa.
- No taa. A ta jego siostra Syal… Poznałam ją. Wiesz jak fajnie nam się rozmawiało razem? - przyjaciółka była wyraźnie w siódmym niebie.
- A będę mogła… też ich… poznać? - zapytałam niepewnie.
- Pewnie, że będziesz mogła - odparła Kristen.
- Dzięki - odezwałam się uradowana. - Coś jjeszcze masz mi do powiedzenia, czy idziemy na lekcje?
- No dobra, chyba idziemy - odezwała się Kristen. - Ja tobie też dziękuję.
- Nie ma sprawy. Drobiazg.
- Nie dla mnie - odezwała się dziewczyna a ja wybuchnęłam śmiechem.
- Czemu zacytowałaś moje słowa? - zapytałam.
- A tak… jakoś wyszło - odpowiedziała. - Ale chodź.
Kiedy jakiś czas później znalazłam się koło Edwarda, chłopak spojrzał na mnie.
- No i co z Kristen? O co jej chodziło? - zapytał.
- Młoda po prostu musiała mi coś powiedzieć. Dziewczęce sprawy - ucięłam krótko i weszliśmy do klasy.

Sierpień 20th, 2010 at 5:52 pm | Comments & Trackbacks (1) | Bezpośredni odnośnik

Rozdział szósty

Kiedy nadszedł koniec wszystkich lekcji i byłyśmy już po obiedzie w pokoju, spojrzałam na przyjaciółkę.
- No więc jak to jest z tym Wedge’em? - zapytałam.
- No słuchaj… On ma siostrę. Nie różnią się prawie niczym, prócz oczu, bo jego siostra ma oczy zielone. No ale… mi się ten Wedge tak podoba i… i widać, że ja jemu też, ale… ale jeszcze ni mamy odwagi…
Kristen urwała, widząc mój wzrok.
- Jesteście dopiero pierwszy dzień w szkole, więc niby w jaki sposób mielibyście sobie już wyznać… No… miłość?
- A bo ja wiem? Nie wiem - odparła przjaciółka.
Nagle ktoś zapukał do drzwi. Otworzyłam je. Stała tam zielonooka dziewczyna.
- Jest Kristen? - zapytała.
- Tak, jest -odparłam. - Zawołać ją?
- Jakbyś mogła, to…
- Jasne - przerwałam jej i wróciłam do przyjaciółki.
- Słuchaj, przyszła ta… zielonooka. Chyba siostra Wedge’a.
- Syal - odezwała się przyjaciółka. - Czekaj, to ja zaraz przyjdę.
Następnie wyszła z pokoju. Zamyśliłam się. Moja przyjaciółka zabujała się w chłopaku, którego zna dopiero jeden dzień. No nie, to jest nienormalne. Choć… Ze mną też tak było jak poznałam Edwarda, więc powinnam ją zrozumieć. Mijały minuty, a Kristen nie wracała. Zrezygnowana wzięłam się za odrabianie lekcji. Akurat wróciła, gdy skończyłam odrabiać.
- No nareszcie jesteś! - zawołałam na jej widok. - Co tak długo cię nie było?
- Nic takiego, tylko… po prostu… zagadałam się - odparła przyjaciółka, ale widać było, że jest lekko zarumieniona.
- Coś nie tak? - spojrzałam na nią. - Ja za ten czas jak ciebie nie było zdążyłam lekcje odrobić.
- No to super! Przynajmniej masz je z głowy! - ucieszyła się dziewczyna. - A jeśli chodzi o mnie, to czuję się świetnie.
- Naprawdę? - nie dawałam za wygraną.
- Jasne - odpowiedziała, a ja zrezygnowana odpuściłam.
Jednak zastanawiałam się, co lub kto Kristen tak zarumieniło i skąd u niej tak wielkie szczęście. Czyżby była z Wedge’em?
“Nie, to niemożliwe” - pomyślałam. - “Jeśli Kristen jest z tym… Wedge’em, to ja jestem normalnie Krzysztof Kolumb”.
Nie wiedziałam jednak, że odpowiedź na dręczące mnie pytania nadejdzie w najbliższym czasie.

Sierpień 20th, 2010 at 5:50 pm | Comments & Trackbacks (1) | Bezpośredni odnośnik

Rozdział piąty

Następnego dnia rano, kiedy już zostałyśmy w pokoju tylko ja i Kristen, odezwałam się:
- A jaki właściwie jest mój plan lekcji?
- Plan lekcji? - Kristen spojrzała na mnie. - Chodź zobaczyć na tablicę.
- No dobra - rzekłam i wyszłyśmy z pokoju.
Kiedy podeszłyśmy do tablicy, spojrzałyśmy na plan drugiej klasy gimnazjum.
- Nieeeee, pierwsza historia ze Stołówką! - pisnęłam. - O kurcze, będzie jazda.
- No, a ja mam polski - odezwała się Kristen. - Ciekawe, co będzie na tej waszej historii.
- Nagram na dyktafon… - szepnęłam i poszłyśmy na śniadanie.
Kiedy weszłyśmy na stołówkę i usiadłyśmy przy stole, Kristen szturchnęła mnie w ramię.
- O co chodzi? - spytałam.
- Tam! Zobacz, tam jest jakiś chłopak. Ale on jest ładny! - pisnęła przyjaciółka.
Spojrzałam we wskazanym kierunku. Przy stole obok siedział jakiś chłopak o brązowych oczach.
- O kurcze! - pisnęłam. - Ale on… Kurdeeee!
- No właśnie - odezwała się Kristen. - Jest strasznie ładny, żeby nie powiedzieć gorzej.
Spojrzałam na przyjaciółkę. Kiedy to mówiła, była lekko zaczerwieniona.
- Ej, baby, lekcja się zacznie za dwie minuty - odezwał się do nas Edward nagle.
- O kurde! - zawołałyśmy i pożegnawszy się krótkim spojrzeniem, rozdzieliłyśmy się.
- Chodź, Edi… - szepnęłam do chłopaka.
- Ok - rzekł i razem poszliśmy na pierwszą lekcję ze Stołówką.
Kiedy weszliśmy do klasy, Stołówka już bła w środku. Usiedliśmy w ławce.
- Więc witam was, dzieci, na pierwszej lekcji - odezwała się Stołówka. - Co pamiętacie… No nie, może zacznijmy od tego, czy w ogóle coś pamiętacie z zeszłego roku?
Carmen, która była ze mną w klasie, podniosła rękę do góry.
- Tak, panno… Jak się nazywasz? - Stołówka spojrzała w dziennik.
- Carmen Krantel - odpowiedziała dziewczynka.
- No więc, co pamiętasz z zeszłego roku, panno Carmen? - zapytała Stołówka.
- Więc, ja… pamiętam, że… Jakaś tam Bitwa… chyba pod Grunwaldem… była w tysiąc czterysta… chyba dziesiątym roku… - wyksztusiła niepewnie Carmen.
- No… tak, bardzo dobrze. A ty, panno Clarsing? - Stołówka zwróciła się w moim kierunku.
- No więc… Wiem, że Krzysztof Kolumb odkrył Amerykę… bodajże… nie pamiętam roku… - szepnęłam.
- No dobrze, dobrze, niech ci będzie - odezwała się Stołówka.
Nagle, ku mojemu zdziwieniu, Edward podniósł rękę.
- Tak, panie Clothen? - Stołówka spojrzała na niego.
- Pani profesor, mogę opuścić klasę? - zapytał chłopak.
Spojrzałam na niego zaskoczona, ale ten tylko uśmiechnął się do mnie ukradkowo.
- A czemóż niby to chcesz zrobić? - zapytała Stołówka.
- Ponieważ… muszę iść do toalety - odparł Edward bez zająknienia.
- No dobrze, jak musisz, to idź - rzekła Stołówka, a Edward opuścił klasę.
Zaczęłam się zastanawiać, co on takiego kombinuje. Kiedy nadszedł koniec nudnej jak nie wiem co historii, jako jedna z pierwszych osób opuściłam klasę. Edwarda znalazłam przy klasie Kristen.
- A co ty tu robisz? - zapytałam go.
- Ja? Ja nic takiego. Obserwuję - odparł chłopak.
- Obserwujesz? - zdziwiłam się. - A kogo?
- Twoją przyjaciółkę - odparł chłopak, a ja omal nie wylądowałam na ziemi.
- Kri… sten? - wyksztusiłam. - Czy, ty, zwa, rio, wa, łeś?
- No chyba tak - odparł Edward, a Kristen, która się koło nas pojawiła, wybuchnęła śmiechem.
- Hahaha, Edward, ty naprawdę zwariowałeś - odezwała się. - Widziałam cię tutaj wcześniej.
- Ej, Kristen, z kim siedzisz w ławce? - spytałam ją.
- Z tym brązowookim - odparła. - Jak mu tam? Wedge Antilles.
- Że kto? - spojrzałam na nią.
- Wedge Antilles - odpowiedziała Kristen spokojnie.
- O kurcze! - zawołał Edward. - Kristen, ty… ty chyba nie lecisz na niego, co?
- Ja? No ja… ee, no… ja… - Kristen spojrzała na mnie ukradkowo.
- Co, chcesz pogadać? - spytałam.
- Tak, ale po lekcjach - odparła dziewczyna.
- Ok - rzekłam.

Sierpień 20th, 2010 at 5:49 pm | Comments & Trackbacks (1) | Bezpośredni odnośnik

Rozdział czwarty

Szliśmy w stronę szkoły dość długo. Kiedy w końcu się tam znaleźliśmy, dojrzałam, że ta szkoła jest straszni wielka.
- Czy to zamek? - zapytałam kątem ust Kristen.
- Nie - odpowiedziała. - Ale moje wrażenie było takie samo jak zobaczyłam tą szkołę po raz pierwszy.
Nagle zorientowałam się, że wchodzimy do środka. Kiedy znaleźliśmy się w jakiejś sali, ktoś zawołał:
- A teraz proszę o ciszę!
Wszyscy umilkliśmy natychmiast, tylko niektórzy rozglądali się za źródłem głosu. Ja też, ale już po chwili dostrzegłam na podwyższeniu będącym dokładnie na wprost wszystkich uczniów jakąś wysoką kobietę.
- Nazywam się Katrina Cantin… - zaczęła kobieta. - Jestem dyrektorem tej szkoły i…
Urwała, bo wszyscy zaczęliśmy się śmiać. Jak wiadomo “Cantin”, to stołówka po angielsku, więc nietrudno się dziwić, że teraz cała sala trzęsła się od śmiechu.
- Dzieciaki, dzieciaki, spokój proszę! - próbowała nas przekrzyczeć Stołówka, ale bezskutecznie, wcale jej to nie wychodziło.
- Sto… łów… ka… - wydyszałam do Kristen i Edwarda. - Hahahahahahaaaaa!
- No wiesz, ja już się do tego przyzwyczaiłam - rzekła Kristen ze śmiechem. - Ale jak ja słyszę jak dzieciaki wołają naokoło: Uwaga, idzie Stołówka, to trudno jest się nie śmiać. Ona uczy historii.
- Coo? - pisnęłam. - Ona, uczy, historii?
Kristen skinęła głową.
- O kurcze! - zawołaliśmy jednocześnie z Edwardem. - No to będzie śmiesznie.
- Domyślam się - rzekła Kristen. - Jak wy coś wymyślicie, to…
- Pssst, Stołówka przemawia… - szepnął do nas jakiś chłopak, więc umilkliśmy.
- Więc jak powiedziałam, nazywam się Katrina Cantin i jestem dyrektorem tej szkoły. Dodatkowo nauczam historii. Cóż… Za chwilę rozpocznie się uczta, a po uczcie powędrujecie do swoich pokoi. Kto jest w jakim pokoju dowiecie się, czytając listę, która wisi przy stołówce.
Kiedy Stołówka, bo tak już nazywać ą zaczęliśmy, skończyła mówić, wszyscy znowu wybuchnęli śmiechem. Na początku nie wiedziałam, o co im chodzi, ale gdy Edward przytoczył mi ostatnie jej słowa, też zaczęłam się śmiać.
- Taaa, wisi przy Stołówce, hahahahaaaaa! - zawołałam.
Nagle na stołach pojawiły się różne potrawy. Gdy je ujrzałam odczułam, że jestem strasznie głodna i zaciekawiona zaczęłam się za czymś rozglądać. Gdy w końcu coś wybrałam, uczyniłam to, co zwykłam robić zawsze i wzięłam się do posiłku.
- Dobre to - odezwałam się do Kristen i Ediego. -Hehe, dobrze tu gotują.
- No tak, to muszę przyznać - odrzekła Kristen.
Kiedy jakiś czas później uczta dobiegła końca, wszyscy zaczęliśmy się rozgchodzić. Ja byłam w pokoju z Kristen, Carmen i Linneą. Te dwie dziewczyny nie były mi w ogóle znane. Weszłam do pokoju i aż mnie zamurowało. To nie były zwykłe łóżka, które tam stały, tylko łoża królewskie.
- O kurcze! - zawołałam. Ale numer! Wy tu się macie normalnie…
- Taa, ale to dopiero początek atrakcji - odparła Kristen. - Zobacz tutaj.
Następnie pokazała mi pewne drzwiczki. Kiedy je otworzyła, omal nie przewróciłam się na podłogę.
- To jest… - zaczęłam.
- Tak, Bello, to jest łazienka, a właściwie toaleta.
- No nie! zawołałam. - Tam jest przecież wszystko. Dosłownie wszystko.
- No tak - rzekła Kristen.
Po jakimś czasie, kiedy obejrzałam cały pokój, odezwała się Kristen:
- Dobra, chodźmy spać. Jutro będzie trzeba wcześnie wstać.
- Ale rymujesz i chyba nie czujesz - odparłam jej ze śmiechem, kładąc się.
- No bo ja lubię rymować i… - zaczęła Kristen, a ja po chwili dokończyłam:
- I Stołówce drzwi malować.
Obie po moich słowach wybuchnęłyśmy śmiechem.
- Dobrze, że Stołówka tego nie słyszała, bo by nas na kwaśne jabłko zbiła - odezwała się Kristen.
- Masz rację - rzekłam i po krótkiej modlitwie zasnęłam prawie natychmiast.

Sierpień 20th, 2010 at 5:48 pm | Comments & Trackbacks (1) | Bezpośredni odnośnik

Rozdział trzeci

Kiedy nadszedł pierwszy września i czas wyjazdu do nowej szkoły, w moich oczach było widać mieszane uczucia. Radość, bo poznam nowych znajomych, smutek, bo opuszczam bliskich. Kiedy poinformowałam Edwarda, zrobił się bardzo smutny. Ostatnie dwa dni byliśmy nierozłączni, a gdy ostatniego dnia sierpnia żegnaliśmy się, w oczach chłopaka pojawiły się łzy.
- Nie płacz - poprosiłam go. - Ja… nie zniosę twojego bólu, skarbie.
- Ale ja… bez ciebie… - zaczął.
- Wiem - przerwałam mu.
Kiedy następnego dnia rano żegnałam się z mamą i siostrą na dworcu, nie płakałam.
- Trzymajcie się - odezwałam się cicho. - Będę tęsknić.
- My też - odparła Alice.
- Pisz do nas - dodała mama.
- Jasne, będę pisać - odrzekłam i pomachawszy im na pożegnanie, wsiadłam do pociągu.
Zdziwiło mnie trochę, że Edward nie przyszedł się ze mną pożegnać.
“Czyżby mu coś wypadło?” - myślałam.
Myśląc tak, zaczęłam rozglądać się za jakimś przedziałem. Wszystkie jednak były zajęte. Nagle znalazłam jakiś, który był prawie pusty. Kiedy weszłam do środka, zobaczyłam dwie osoby: chłopaka i dziewczynę.
- Mogę usiąść… To znaczy mogę się dołączyć? - wyksztusiłam.
- Jasne - odpowiedziała dziewczyna.
Usiadłam na wolnym siedzeniu i przyjrzałam się postaciom. Dojrzałam, że dziewczyna starsza jest od chłopaka o jakieś dwa lata. Dostrzegłam też jednak, że oboje są do kogoś podobni. Ukradkowo rzuciłam spojrzenie na bluzkę dziewczyny. Miała na niej napisane: “Star Wars”, a pod napisem była narysowana tak dobrze mi znana postać Księżniczki Leii Skywalker. Znałam tylko jedną osobę, która miała tą bluzkę.
- Kristen? - zapytałam cicho, mając nadzieję, że dziewczyna nie usłyszy.
Jednak pomyliłam się. Dziewczyna usłyszała mnie.
- Tak - odparła. - To ja, Bello.
- Kriisteeen!!! - krzyknęłam uradowana, podbiegając do niej. - Oooch, jak się cieszę.
- Ja też - rzekła dziewczyna. - A poznajesz tego chłopczyka?
Przyjrzałam się uważniej chłopakowi i aż coś mi podskoczyło w żołądku.
- Edi? - zapytałam niedowierzająco.
- Tak, skarbie mój, to ja - odparł, podchodząc do mnie i przyciągając do siebie.
Zaskoczona spojrzałam najpierw na niego, a potem na Kristen.
- Ale jak… - zaczęłam. - Nie rozumiem.
- Usiądź, to wszystko ci opowiemy - odrzekła Kristen, a ja bez słowa usiadłam pomiędzy nią a Edwardem.
- Wszystko zaczęło się tego dnia, kiedy wysłałaś mi list o zmianie szkoły… - zaczęła Kristen. - No cóż… Zastanawiałaś się pewmie, dlaczego moja odpowiedź była tak krótka? Nie chciałam ci pisać, że idziesz do tej samej szkoły, co ja chodzę, bo chciałam ci zrobić niespodziankę. A Edwarda spotkałam tutaj przez przypadek. Ja w ogóle nie wiedziałam, że on tu będzie.
- Aa, rozumiem - rzekłam. - No to udało ci się mnie zaskoczyć, hehe.
Uśmiechnęłam się do niej lekko.
- A jak to było z tobą, najdroższy? - zapytałam po chwili, patrząc czule na Ediego.
- Ze mną? - chłopak spojrzał na mnie. - Widzisz… Tego samego dnia, w którym ty dostałaś ten list, ja dostałem identyczny. Nie chciałem ci jednak mówić, bo, tak jak Kristen, chciałem zrobić tobie niespodziankę.
- Więc dlatego nie przyszedłeś się ze mną pożegnać! - zawołałam.
Edward powoli skinął głową.
- Przepraszam… - szepnął. - Myślałem, że…
- Edi! - zawołałam. - Przecież ja bez ciebie…
- Wiem - przerwał mi.
- Ej słuchajcie, już prawie jesteśmy na miejscu! - zawołała Kristen jakieś pół godziny później.
- Co? Już? - spojrzeliśmy na nią.
- No tak - odparła dziewczyna.
Nawet się nie zopientowałam, a już pół godziny później znaleźliśmy się na dworcu w Kentis.
“Ciekawe, co będzie dalej” - pomyślałam, idąc za Kristen wraz z Edim.
Czułam się tak, jakby w tej szkole miała wydarzyć się jakaś nowa wielka przygoda.

Sierpień 20th, 2010 at 5:46 pm | Comments & Trackbacks (1) | Bezpośredni odnośnik

Rozdział drugi

Kilka dni później, gdy wróciłam od Clothenów, mama odezwała się:
- Bello, muszę ci coś powiedzieć.
Kiedy na nią spojrzałam, w oczach dojrzałam smutek i radość jednocześnie.
- Co się stało?
- Dostałaś list - wyjaśniła Alice stając koło nas.
- List? - zdziwiłam się. - Jaki list?
Mama bez słowa podała mi koperte, która była zaadresowana do mnie. Wyjęłam list w niej będący i zaczęłam czytać. Oto jego treść:

Szanowna panno Clarsing!
Uprzejmie informujemy, iż została pani przyjęta do szkoły w Kentis. Lista rzeczy potrzebnych do funkcjonowania z innymi uczniami jest na drugiej kartce. Proszę stawić się na dworcu w Kambodży pierwszego września. Pociąg osobowy, odjazd godzina 12:30.
Z wyrazami szacunku,
Dyrektor szkoły Katrina Cantin.

Przeczytałam ten list uważnie jeszcze trzy razy, zanim doszłam do wniosku, że to nie jest pomyłka. Zaczęłam się zastanawiać, w jaki sposób się to mogło stać, że ja… I nagle zrozumiałam.
- Mamo… - sze.pnęłam. - Czy ty pamiętasz, jak zanosiłyśmy pewien list na pocztę?
- Jasne, że pamiętam - odpowiedziała mama. - A jaki to ma związek z tym… z tym lis.tem?
- Ja wiem - odezwała się Alice. - Bello…
- Tak - przerwałam jej. - To właśnie do tej szkoły składałyśmy… te papiery i do tej szkoły wysyłałyśmy list.
- Czy to oznacza, że… że ty… - zaczęła mama, ale nie mogła wypowiedzieć tego jednego, jedynego słowa.
- Tak, mamo - powiedziałam. - Przepraszam…
- Rozumiem - odezwała się mama.
Kiedy wróciłam do pokoju, spojrzałam na obraz.
- Muszę ich opuszczać? - zapytałam. - Jak się Edward dowie…
- Edward? - Maryja spojrzała na mnie. - Nie martw się o niego.
Spojrzałam na nią zaskoczona.
- Ale jak ja się mam o niego nie martwić, skoro…
- Wszystko zrozumiesz i o wszystkim dowiesz się w swoim czasie - przerwał mi Przyjaciel.
Zrezygnowana usiadłam na łóżku. Przypomniałam sobie o Kristen. Bardzo za nią tęskniłam i miałam wielką nadzieję, że jeszcze kiedyś się spotkamy. Nie wiedziałam jednak, że moje marzenie miało się spełnić w najbliższym czasie.

Sierpień 20th, 2010 at 5:45 pm | Comments & Trackbacks (1) | Bezpośredni odnośnik