Witajcie.
Nie było mnie przez okrągły tydzień, ale ten tydzień był naprawdę świetny. W kolejnym wpisie umieszczę sprawozdanie z owej wycieczki, tylko je poprawię. Naprawdę, tak fajnie było. Ułożyłyśmy coś z dziewczynami, ale nie pokażę Wam tego, bo współautorki by mnie zabiły.
Ok, kończę.
Ps: Miałam jechać do sanatorium, a jadę do Owińsk. Fajnie, bo tęsknię za nimi wszystkimi, ale też… No cóż, szkoda mi opuszczać koleżankę, która miała ze mną jechać.
J.
Witajcie.
Żegnam wszystkich. Wyjeżdżam gdzieś daleko. Ni wiem, kiedy wrócę. To żart, wiem, hehe. Trzymajcie się i niech Moc z Wami będzie. Będę tęsknić za pewnymi osobami. Może jak wrócę, to… Hmmm, sama nie wiem. Aa, a ten awatar to z japońskiego jest. Zapamiętajcie to, kochani.
Pozdro for all.
Ps: Sprawozdanie murowane z wycieczki. O to się nie martwcie.
Już mi się buzia śmieje, hehe.
Buziaki..
Julia.
Witajcie.
Na początku informuję, że pewna osoba jak ten utworek usłyszy to mnie zabije, bo nie dość, że żeby zmieścić to całe, musiałam przekonwertować do mp3 w jakości 32 kbps, to jeszcze… A nieważne. W każdym bądź razie jest to piosenka z pewnego filmu, ale nikt nie zgadnie w jakim języku ona jest i w jakim języku ten film jest, a ja na pewno Wam nie powiem. Domyślajcie się. Odpowiedzieć może tylko jedna osoba, bo ona mi to poleciła. Ja zawsze przy tej piosence ryczę jak bóbr.
Pozdrawiam.
J.
Ps: Ten awatar zostanie na najbliższy czas, przez który będę niedostępna. Jeszcze raz przepraszam Cię, ale tak mnie na tą piosenkę natknęło.
Rozdział ósmy
Kilka dni później Kristen odezwała się:
- Dobra, Bella. Już czas, abyś poznała Wedge’a i Syal.
- Wow! Już… ja… - byłam lekko w szoku.
- Nie jąkaj się, tylko chodź - rzekła przyjaciółka i razem wyszłyśmy z pokoju.
Chwilę później znalazłyśmy się przy drzwiach, na których było napisane 323.
- To jest numer pokoju Wedge’a - wyjaśniła Kristen, pukając w drzwi.
- Proszę - odezwał się ktoś.
Dziewczyna bez słowa otworzyła drzwi.
- Jest Wedge? - zapytała, a ja zakryłam twarz dłońmi, żeby nie wybuchnąć śmiechem.
- No… tak, jestem… - wyksztusił chłopak.
- A mogę cię prosić?
- Jasne, już idę - rzekł i chwilę później znalazł się przy nas.
- Słuchaj, to jest Bella. Bella, to jest Wedge - rzekła Kristen, patrząc na nas.
- Eee… Cześć… - wyksztusiłam.
- Hej, Bello. Miło mi cię poznać.
- Mi też. A… słyszałam, że masz siostrę. To prawda?
- Tak. Ma na imię Syal.
- Aa, rozumiem.
- Dobra, pogadacie sobie za chwilę. Idziemy do Syal? - zapytała Kristen.
- Jasne - odpowiedzieliśmy i razem poszliśmy w kierunku innego pokoju.
Tym razem zapukał Wedge, a drzwi otworzyła mu Syal.
- O co chodzi, brat? - zpytała, ale widząc nas, dodała:
- O cześć, Kristen, cześć… Eee… Ty jesteś Bella?
- Tak, to ona - odparla Kristen.
- Hej! - zawołała Syal z entuzjazmem. - Jak życie leci?
- Fantastycznie! - zawołałam. - A u ciebie?
- Też świetnie.
- No dobra, to gdzie idziemy teraz? - zapytał Wedge, patrząc na nas jak na jakieś wariatki z księżyca.
- Idziemy… Hmmm, na planetę Coruscant - odparłam, a Kristen, Syal i Wedge wybuchnęli śmiechem.
- Nie, to raczej lecimy - odezwała się Kristen. - Gwiazdą Śmierci.
- Taa, z Lordem Vaderem na czele - odezwał się Wedge.
- Odczepić się od mojego tatusia! - zawołała Kristen.
- Co, tak bronisz swojego lorda Vaderka? - spytała Syal.
- Ej, nie, skończcie już, błagam! - pisnęłam. - Ja już nie mogę, nie wyrabiam!
- No to tym lepiej dla nas - odezwał się Wedge. - Ale dobra, gdzie idziemy?
- Chodźcie, ja wiem - odezwała się Syal i ruszyła przed siebie, a my za nią.
Chwilę później znaleźliśmy się w małej świetlicy. Kiedy usiedliśmy, Wedge spytał:
- Bella, lubisz “Gwiezdne Wojny”?
- Ja je uwielbiam! - pisnęłam. - Oglądaliście “Atak Klonów”?
- Taaa, jasne - odezwała się Kristen. - Nie mogę poruszać nogami, wymagam naoliwienia, hahahaaa!
- No taa, to było piękne. A pamiętasz… zaraz jak to było? - spojrzałam na nią.
- Nie, no bo słuchajcie, to było tak. My któregoś dnia się spotkałyśmy i puściłyśmy sobie “Atak Klonów”. No i jest ten moment. Nagle wchodzi moja mama i mówi tak: No to idźcie już się myć, bo już czas, nie? Na co Bella, że nie możemy poruszać nogami, bo… bo wymagamy naoliwienia; A Belli mama staje w drzwiach i…
Kristen urwała i zaniosła się serdecznym śmiechem.
- I mówi do nas tak: Dziewczynki, chcecie? Mam w szafce gdzieś oliwę, to wam nogi naoliwię - dokończyłam.
Kiedy skończyłyśmy opowiadać, Syal i Wedge aż dostali kolkę ze śmiechu.
- Mój brzuuuch!!! - jęknęła Syal. - Nie mogę, litości, liii, tooo, ściiii!
- Spoko, litość będzie jak zasłużysz - odezwałyśmy się z Kristen, znowu wybuchając śmiechem.
- Nie, dobra, ludzie, ale tak na poważnie, to czym się interesujecie? - zapytał Wedge.
- “Star Warsami” - odpowiedziałyśmy zgodnym chórem.
- No taaa, ty, Krristen i ty, Syal to wiem, ale… no to będzie jazda!
- Wedge, dobra, dość tego. Bella, która godzina? - spytała Kristen.
- Twoja ostatnia - odpowiedziałam jej.
- Och, nieee, ludzie, świry~! - pisnęła Syal, trzymając się brzucha.
-
Ej nie, już tyle czasu gadamy? - spytał Wedge chwilę później.
- No trochę… No ale dobra. To na razie - odezwała się Kristen, ściskając rękę Syal i żegnając się w odpowiedni sposób z Wedge’em.
- No, wy też się trzymajcie, hej - odezwali się, a my odeszłyśmy od nich.
- O kurde, ja nie mogę! - zawołałam. - Liiiiitooooościiii!
- No ja też nie mogę - odezwała się Kristen.
Nie spodziewałam się, że przyjaźń moja, Wedge’a i Syal tak się rozwinie, a jednak… Zobaczycie, co będzie dalej.
Rozdział siódmy
Następnego dnia rano jak zwykle poszłyśmy na lekcję, tak jakby nic się nie stało. Jednak kiedy Kristen odchodziła w stronę klasy, dostrzegłam, że bardzo się uśmiecha. Ukradkowo rzuciłam spojrzenie w jej kierunku. Od razu podeszła do Wedge’a. Bardzo chciałam podejść i zapytać, czy jest coś o czym nie wiem, ale zadzwonił dzwonek na matematykę z panią Bellą Room. Moja imienniczka, kurcze blade.
- Dzień dobry, dzieci - odezwała się pani pokój, kiedy usiedliśmy w ławkach. - Jak wiecie nazywam się Bella Room i uczę matematyki.
- Taa, oczywiście. Jest pani moją imienniczką - wyrwało mi się.
- Panno Clarsing, spokój proszę! - zawołała nauczycielka.
Umilkłam, a ona zaczęła mówić dalej.
- Dziś przypomnimy sobie jak się dodaje i odejmuje. No może na początek… Pan Clothen. Ile jest 234 +123?
- Z punktu widzenia matematyków to jest 357, ale z punktu widzenia filozofów, to…
- Dziękuję, proszę usiąść - przerwała mu nauczycielka. - Panna Linnea Enter.
- No bo ja wiem? Może… Nie wiem ile by to było z punktu widzenia lekarza - odparła Linnea.
- Dzieciaki, co w was dzisiaj wstąpiło? - zezłościła się Pokój. - Jeżeli nie zaczniecie normalnie pracować, to…
Nagle drzwi otworzyły się, a do sali weszła Kristen.
- Przepraszam, pani profesor, czy jest Bella?
- Która Bella? - zapytała pani Pokój.
- Bella Clarsing - odpowiedziała Kristen.
- Tak, jest. A o co chodzi?
- Czy mogę ją… prosić na słówko? - spytała przyjaciółka niepewnie.
- W trakcie lekcji? - Pokój spojrzała na nią podejrzliwie.
- Proszę pani, to… to naprawdę pilne. Mnie pani Sto… pani dyrektor zwolniła.
Cała klasa wybuchnęła śmiechem. Wiadome było, że gdyby Kristen w porę się nie opanowała, to powiedziałaby “Stołówka”.
- No dobrze, jak musisz z nią koniecznie porozmawiać teraz… Możesz iść, Bello - zgodziła się niechętnie nauczycielka, a ja opuściłam klasę.
Kiedy znalazłyśmy się w naszym pokoju, w którym miałyśmy pewność, że nikt nas nie podsłucha, spojrzałam na przyjaciółkę.
- O co chodzi, Kristen?
- Chodzi o to, że… ten… Wedge… No ja… - Kristen miała zakłopotaną minę.
- No co? - ponagliłam ją.
- Ja muszę ci to powiedzieć, nie mogłam dłużej czekać, ale chodzi o to, że my… wczoraj…
- Czy ty znim… - zaczęłam.
- Taaaak! - pisnęła przyjaciółka.
- A nie mówiłam? - zapytałam. - Już wczoraj zauważyłam, że coś jest nie tak. Jak przyszłaś taka zarumieniona i w ogóle. Czemu nie powiedziałaś tego mi?
- No bo ja… nie chciałam ci od razu mówić. A wiesz, że on interesuje się “Gwiezdnymi Wojnami”?
- Co? - spojrzałam na przyjaciółkę w taki sposób, jakby ta spadła z księżyca. - Żartujesz sobie ze mnie, czy mówisz poważnie?
- Nie, nie żartuję - odpowiedziała spokojnie. - On jest fanem “Star Warsów”.
- O kurde! - pisnęłam. - Ale masz fuksa.
- No taa. A ta jego siostra Syal… Poznałam ją. Wiesz jak fajnie nam się rozmawiało razem? - przyjaciółka była wyraźnie w siódmym niebie.
- A będę mogła… też ich… poznać? - zapytałam niepewnie.
- Pewnie, że będziesz mogła - odparła Kristen.
- Dzięki - odezwałam się uradowana. - Coś jjeszcze masz mi do powiedzenia, czy idziemy na lekcje?
- No dobra, chyba idziemy - odezwała się Kristen. - Ja tobie też dziękuję.
- Nie ma sprawy. Drobiazg.
- Nie dla mnie - odezwała się dziewczyna a ja wybuchnęłam śmiechem.
- Czemu zacytowałaś moje słowa? - zapytałam.
- A tak… jakoś wyszło - odpowiedziała. - Ale chodź.
Kiedy jakiś czas później znalazłam się koło Edwarda, chłopak spojrzał na mnie.
- No i co z Kristen? O co jej chodziło? - zapytał.
- Młoda po prostu musiała mi coś powiedzieć. Dziewczęce sprawy - ucięłam krótko i weszliśmy do klasy.
Rozdział szósty
Kiedy nadszedł koniec wszystkich lekcji i byłyśmy już po obiedzie w pokoju, spojrzałam na przyjaciółkę.
- No więc jak to jest z tym Wedge’em? - zapytałam.
- No słuchaj… On ma siostrę. Nie różnią się prawie niczym, prócz oczu, bo jego siostra ma oczy zielone. No ale… mi się ten Wedge tak podoba i… i widać, że ja jemu też, ale… ale jeszcze ni mamy odwagi…
Kristen urwała, widząc mój wzrok.
- Jesteście dopiero pierwszy dzień w szkole, więc niby w jaki sposób mielibyście sobie już wyznać… No… miłość?
- A bo ja wiem? Nie wiem - odparła przjaciółka.
Nagle ktoś zapukał do drzwi. Otworzyłam je. Stała tam zielonooka dziewczyna.
- Jest Kristen? - zapytała.
- Tak, jest -odparłam. - Zawołać ją?
- Jakbyś mogła, to…
- Jasne - przerwałam jej i wróciłam do przyjaciółki.
- Słuchaj, przyszła ta… zielonooka. Chyba siostra Wedge’a.
- Syal - odezwała się przyjaciółka. - Czekaj, to ja zaraz przyjdę.
Następnie wyszła z pokoju. Zamyśliłam się. Moja przyjaciółka zabujała się w chłopaku, którego zna dopiero jeden dzień. No nie, to jest nienormalne. Choć… Ze mną też tak było jak poznałam Edwarda, więc powinnam ją zrozumieć. Mijały minuty, a Kristen nie wracała. Zrezygnowana wzięłam się za odrabianie lekcji. Akurat wróciła, gdy skończyłam odrabiać.
- No nareszcie jesteś! - zawołałam na jej widok. - Co tak długo cię nie było?
- Nic takiego, tylko… po prostu… zagadałam się - odparła przyjaciółka, ale widać było, że jest lekko zarumieniona.
- Coś nie tak? - spojrzałam na nią. - Ja za ten czas jak ciebie nie było zdążyłam lekcje odrobić.
- No to super! Przynajmniej masz je z głowy! - ucieszyła się dziewczyna. - A jeśli chodzi o mnie, to czuję się świetnie.
- Naprawdę? - nie dawałam za wygraną.
- Jasne - odpowiedziała, a ja zrezygnowana odpuściłam.
Jednak zastanawiałam się, co lub kto Kristen tak zarumieniło i skąd u niej tak wielkie szczęście. Czyżby była z Wedge’em?
“Nie, to niemożliwe” - pomyślałam. - “Jeśli Kristen jest z tym… Wedge’em, to ja jestem normalnie Krzysztof Kolumb”.
Nie wiedziałam jednak, że odpowiedź na dręczące mnie pytania nadejdzie w najbliższym czasie.
Rozdział piąty
Następnego dnia rano, kiedy już zostałyśmy w pokoju tylko ja i Kristen, odezwałam się:
- A jaki właściwie jest mój plan lekcji?
- Plan lekcji? - Kristen spojrzała na mnie. - Chodź zobaczyć na tablicę.
- No dobra - rzekłam i wyszłyśmy z pokoju.
Kiedy podeszłyśmy do tablicy, spojrzałyśmy na plan drugiej klasy gimnazjum.
- Nieeeee, pierwsza historia ze Stołówką! - pisnęłam. - O kurcze, będzie jazda.
- No, a ja mam polski - odezwała się Kristen. - Ciekawe, co będzie na tej waszej historii.
- Nagram na dyktafon… - szepnęłam i poszłyśmy na śniadanie.
Kiedy weszłyśmy na stołówkę i usiadłyśmy przy stole, Kristen szturchnęła mnie w ramię.
- O co chodzi? - spytałam.
- Tam! Zobacz, tam jest jakiś chłopak. Ale on jest ładny! - pisnęła przyjaciółka.
Spojrzałam we wskazanym kierunku. Przy stole obok siedział jakiś chłopak o brązowych oczach.
- O kurcze! - pisnęłam. - Ale on… Kurdeeee!
- No właśnie - odezwała się Kristen. - Jest strasznie ładny, żeby nie powiedzieć gorzej.
Spojrzałam na przyjaciółkę. Kiedy to mówiła, była lekko zaczerwieniona.
- Ej, baby, lekcja się zacznie za dwie minuty - odezwał się do nas Edward nagle.
- O kurde! - zawołałyśmy i pożegnawszy się krótkim spojrzeniem, rozdzieliłyśmy się.
- Chodź, Edi… - szepnęłam do chłopaka.
- Ok - rzekł i razem poszliśmy na pierwszą lekcję ze Stołówką.
Kiedy weszliśmy do klasy, Stołówka już bła w środku. Usiedliśmy w ławce.
- Więc witam was, dzieci, na pierwszej lekcji - odezwała się Stołówka. - Co pamiętacie… No nie, może zacznijmy od tego, czy w ogóle coś pamiętacie z zeszłego roku?
Carmen, która była ze mną w klasie, podniosła rękę do góry.
- Tak, panno… Jak się nazywasz? - Stołówka spojrzała w dziennik.
- Carmen Krantel - odpowiedziała dziewczynka.
- No więc, co pamiętasz z zeszłego roku, panno Carmen? - zapytała Stołówka.
- Więc, ja… pamiętam, że… Jakaś tam Bitwa… chyba pod Grunwaldem… była w tysiąc czterysta… chyba dziesiątym roku… - wyksztusiła niepewnie Carmen.
- No… tak, bardzo dobrze. A ty, panno Clarsing? - Stołówka zwróciła się w moim kierunku.
- No więc… Wiem, że Krzysztof Kolumb odkrył Amerykę… bodajże… nie pamiętam roku… - szepnęłam.
- No dobrze, dobrze, niech ci będzie - odezwała się Stołówka.
Nagle, ku mojemu zdziwieniu, Edward podniósł rękę.
- Tak, panie Clothen? - Stołówka spojrzała na niego.
- Pani profesor, mogę opuścić klasę? - zapytał chłopak.
Spojrzałam na niego zaskoczona, ale ten tylko uśmiechnął się do mnie ukradkowo.
- A czemóż niby to chcesz zrobić? - zapytała Stołówka.
- Ponieważ… muszę iść do toalety - odparł Edward bez zająknienia.
- No dobrze, jak musisz, to idź - rzekła Stołówka, a Edward opuścił klasę.
Zaczęłam się zastanawiać, co on takiego kombinuje. Kiedy nadszedł koniec nudnej jak nie wiem co historii, jako jedna z pierwszych osób opuściłam klasę. Edwarda znalazłam przy klasie Kristen.
- A co ty tu robisz? - zapytałam go.
- Ja? Ja nic takiego. Obserwuję - odparł chłopak.
- Obserwujesz? - zdziwiłam się. - A kogo?
- Twoją przyjaciółkę - odparł chłopak, a ja omal nie wylądowałam na ziemi.
- Kri… sten? - wyksztusiłam. - Czy, ty, zwa, rio, wa, łeś?
- No chyba tak - odparł Edward, a Kristen, która się koło nas pojawiła, wybuchnęła śmiechem.
- Hahaha, Edward, ty naprawdę zwariowałeś - odezwała się. - Widziałam cię tutaj wcześniej.
- Ej, Kristen, z kim siedzisz w ławce? - spytałam ją.
- Z tym brązowookim - odparła. - Jak mu tam? Wedge Antilles.
- Że kto? - spojrzałam na nią.
- Wedge Antilles - odpowiedziała Kristen spokojnie.
- O kurcze! - zawołał Edward. - Kristen, ty… ty chyba nie lecisz na niego, co?
- Ja? No ja… ee, no… ja… - Kristen spojrzała na mnie ukradkowo.
- Co, chcesz pogadać? - spytałam.
- Tak, ale po lekcjach - odparła dziewczyna.
- Ok - rzekłam.
Rozdział czwarty
Szliśmy w stronę szkoły dość długo. Kiedy w końcu się tam znaleźliśmy, dojrzałam, że ta szkoła jest straszni wielka.
- Czy to zamek? - zapytałam kątem ust Kristen.
- Nie - odpowiedziała. - Ale moje wrażenie było takie samo jak zobaczyłam tą szkołę po raz pierwszy.
Nagle zorientowałam się, że wchodzimy do środka. Kiedy znaleźliśmy się w jakiejś sali, ktoś zawołał:
- A teraz proszę o ciszę!
Wszyscy umilkliśmy natychmiast, tylko niektórzy rozglądali się za źródłem głosu. Ja też, ale już po chwili dostrzegłam na podwyższeniu będącym dokładnie na wprost wszystkich uczniów jakąś wysoką kobietę.
- Nazywam się Katrina Cantin… - zaczęła kobieta. - Jestem dyrektorem tej szkoły i…
Urwała, bo wszyscy zaczęliśmy się śmiać. Jak wiadomo “Cantin”, to stołówka po angielsku, więc nietrudno się dziwić, że teraz cała sala trzęsła się od śmiechu.
- Dzieciaki, dzieciaki, spokój proszę! - próbowała nas przekrzyczeć Stołówka, ale bezskutecznie, wcale jej to nie wychodziło.
- Sto… łów… ka… - wydyszałam do Kristen i Edwarda. - Hahahahahahaaaaa!
- No wiesz, ja już się do tego przyzwyczaiłam - rzekła Kristen ze śmiechem. - Ale jak ja słyszę jak dzieciaki wołają naokoło: Uwaga, idzie Stołówka, to trudno jest się nie śmiać. Ona uczy historii.
- Coo? - pisnęłam. - Ona, uczy, historii?
Kristen skinęła głową.
- O kurcze! - zawołaliśmy jednocześnie z Edwardem. - No to będzie śmiesznie.
- Domyślam się - rzekła Kristen. - Jak wy coś wymyślicie, to…
- Pssst, Stołówka przemawia… - szepnął do nas jakiś chłopak, więc umilkliśmy.
- Więc jak powiedziałam, nazywam się Katrina Cantin i jestem dyrektorem tej szkoły. Dodatkowo nauczam historii. Cóż… Za chwilę rozpocznie się uczta, a po uczcie powędrujecie do swoich pokoi. Kto jest w jakim pokoju dowiecie się, czytając listę, która wisi przy stołówce.
Kiedy Stołówka, bo tak już nazywać ą zaczęliśmy, skończyła mówić, wszyscy znowu wybuchnęli śmiechem. Na początku nie wiedziałam, o co im chodzi, ale gdy Edward przytoczył mi ostatnie jej słowa, też zaczęłam się śmiać.
- Taaa, wisi przy Stołówce, hahahahaaaaa! - zawołałam.
Nagle na stołach pojawiły się różne potrawy. Gdy je ujrzałam odczułam, że jestem strasznie głodna i zaciekawiona zaczęłam się za czymś rozglądać. Gdy w końcu coś wybrałam, uczyniłam to, co zwykłam robić zawsze i wzięłam się do posiłku.
- Dobre to - odezwałam się do Kristen i Ediego. -Hehe, dobrze tu gotują.
- No tak, to muszę przyznać - odrzekła Kristen.
Kiedy jakiś czas później uczta dobiegła końca, wszyscy zaczęliśmy się rozgchodzić. Ja byłam w pokoju z Kristen, Carmen i Linneą. Te dwie dziewczyny nie były mi w ogóle znane. Weszłam do pokoju i aż mnie zamurowało. To nie były zwykłe łóżka, które tam stały, tylko łoża królewskie.
- O kurcze! - zawołałam. Ale numer! Wy tu się macie normalnie…
- Taa, ale to dopiero początek atrakcji - odparła Kristen. - Zobacz tutaj.
Następnie pokazała mi pewne drzwiczki. Kiedy je otworzyła, omal nie przewróciłam się na podłogę.
- To jest… - zaczęłam.
- Tak, Bello, to jest łazienka, a właściwie toaleta.
- No nie! zawołałam. - Tam jest przecież wszystko. Dosłownie wszystko.
- No tak - rzekła Kristen.
Po jakimś czasie, kiedy obejrzałam cały pokój, odezwała się Kristen:
- Dobra, chodźmy spać. Jutro będzie trzeba wcześnie wstać.
- Ale rymujesz i chyba nie czujesz - odparłam jej ze śmiechem, kładąc się.
- No bo ja lubię rymować i… - zaczęła Kristen, a ja po chwili dokończyłam:
- I Stołówce drzwi malować.
Obie po moich słowach wybuchnęłyśmy śmiechem.
- Dobrze, że Stołówka tego nie słyszała, bo by nas na kwaśne jabłko zbiła - odezwała się Kristen.
- Masz rację - rzekłam i po krótkiej modlitwie zasnęłam prawie natychmiast.
Rozdział trzeci
Kiedy nadszedł pierwszy września i czas wyjazdu do nowej szkoły, w moich oczach było widać mieszane uczucia. Radość, bo poznam nowych znajomych, smutek, bo opuszczam bliskich. Kiedy poinformowałam Edwarda, zrobił się bardzo smutny. Ostatnie dwa dni byliśmy nierozłączni, a gdy ostatniego dnia sierpnia żegnaliśmy się, w oczach chłopaka pojawiły się łzy.
- Nie płacz - poprosiłam go. - Ja… nie zniosę twojego bólu, skarbie.
- Ale ja… bez ciebie… - zaczął.
- Wiem - przerwałam mu.
Kiedy następnego dnia rano żegnałam się z mamą i siostrą na dworcu, nie płakałam.
- Trzymajcie się - odezwałam się cicho. - Będę tęsknić.
- My też - odparła Alice.
- Pisz do nas - dodała mama.
- Jasne, będę pisać - odrzekłam i pomachawszy im na pożegnanie, wsiadłam do pociągu.
Zdziwiło mnie trochę, że Edward nie przyszedł się ze mną pożegnać.
“Czyżby mu coś wypadło?” - myślałam.
Myśląc tak, zaczęłam rozglądać się za jakimś przedziałem. Wszystkie jednak były zajęte. Nagle znalazłam jakiś, który był prawie pusty. Kiedy weszłam do środka, zobaczyłam dwie osoby: chłopaka i dziewczynę.
- Mogę usiąść… To znaczy mogę się dołączyć? - wyksztusiłam.
- Jasne - odpowiedziała dziewczyna.
Usiadłam na wolnym siedzeniu i przyjrzałam się postaciom. Dojrzałam, że dziewczyna starsza jest od chłopaka o jakieś dwa lata. Dostrzegłam też jednak, że oboje są do kogoś podobni. Ukradkowo rzuciłam spojrzenie na bluzkę dziewczyny. Miała na niej napisane: “Star Wars”, a pod napisem była narysowana tak dobrze mi znana postać Księżniczki Leii Skywalker. Znałam tylko jedną osobę, która miała tą bluzkę.
- Kristen? - zapytałam cicho, mając nadzieję, że dziewczyna nie usłyszy.
Jednak pomyliłam się. Dziewczyna usłyszała mnie.
- Tak - odparła. - To ja, Bello.
- Kriisteeen!!! - krzyknęłam uradowana, podbiegając do niej. - Oooch, jak się cieszę.
- Ja też - rzekła dziewczyna. - A poznajesz tego chłopczyka?
Przyjrzałam się uważniej chłopakowi i aż coś mi podskoczyło w żołądku.
- Edi? - zapytałam niedowierzająco.
- Tak, skarbie mój, to ja - odparł, podchodząc do mnie i przyciągając do siebie.
Zaskoczona spojrzałam najpierw na niego, a potem na Kristen.
- Ale jak… - zaczęłam. - Nie rozumiem.
- Usiądź, to wszystko ci opowiemy - odrzekła Kristen, a ja bez słowa usiadłam pomiędzy nią a Edwardem.
- Wszystko zaczęło się tego dnia, kiedy wysłałaś mi list o zmianie szkoły… - zaczęła Kristen. - No cóż… Zastanawiałaś się pewmie, dlaczego moja odpowiedź była tak krótka? Nie chciałam ci pisać, że idziesz do tej samej szkoły, co ja chodzę, bo chciałam ci zrobić niespodziankę. A Edwarda spotkałam tutaj przez przypadek. Ja w ogóle nie wiedziałam, że on tu będzie.
- Aa, rozumiem - rzekłam. - No to udało ci się mnie zaskoczyć, hehe.
Uśmiechnęłam się do niej lekko.
- A jak to było z tobą, najdroższy? - zapytałam po chwili, patrząc czule na Ediego.
- Ze mną? - chłopak spojrzał na mnie. - Widzisz… Tego samego dnia, w którym ty dostałaś ten list, ja dostałem identyczny. Nie chciałem ci jednak mówić, bo, tak jak Kristen, chciałem zrobić tobie niespodziankę.
- Więc dlatego nie przyszedłeś się ze mną pożegnać! - zawołałam.
Edward powoli skinął głową.
- Przepraszam… - szepnął. - Myślałem, że…
- Edi! - zawołałam. - Przecież ja bez ciebie…
- Wiem - przerwał mi.
- Ej słuchajcie, już prawie jesteśmy na miejscu! - zawołała Kristen jakieś pół godziny później.
- Co? Już? - spojrzeliśmy na nią.
- No tak - odparła dziewczyna.
Nawet się nie zopientowałam, a już pół godziny później znaleźliśmy się na dworcu w Kentis.
“Ciekawe, co będzie dalej” - pomyślałam, idąc za Kristen wraz z Edim.
Czułam się tak, jakby w tej szkole miała wydarzyć się jakaś nowa wielka przygoda.
Rozdział drugi
Kilka dni później, gdy wróciłam od Clothenów, mama odezwała się:
- Bello, muszę ci coś powiedzieć.
Kiedy na nią spojrzałam, w oczach dojrzałam smutek i radość jednocześnie.
- Co się stało?
- Dostałaś list - wyjaśniła Alice stając koło nas.
- List? - zdziwiłam się. - Jaki list?
Mama bez słowa podała mi koperte, która była zaadresowana do mnie. Wyjęłam list w niej będący i zaczęłam czytać. Oto jego treść:
Szanowna panno Clarsing!
Uprzejmie informujemy, iż została pani przyjęta do szkoły w Kentis. Lista rzeczy potrzebnych do funkcjonowania z innymi uczniami jest na drugiej kartce. Proszę stawić się na dworcu w Kambodży pierwszego września. Pociąg osobowy, odjazd godzina 12:30.
Z wyrazami szacunku,
Dyrektor szkoły Katrina Cantin.
Przeczytałam ten list uważnie jeszcze trzy razy, zanim doszłam do wniosku, że to nie jest pomyłka. Zaczęłam się zastanawiać, w jaki sposób się to mogło stać, że ja… I nagle zrozumiałam.
- Mamo… - sze.pnęłam. - Czy ty pamiętasz, jak zanosiłyśmy pewien list na pocztę?
- Jasne, że pamiętam - odpowiedziała mama. - A jaki to ma związek z tym… z tym lis.tem?
- Ja wiem - odezwała się Alice. - Bello…
- Tak - przerwałam jej. - To właśnie do tej szkoły składałyśmy… te papiery i do tej szkoły wysyłałyśmy list.
- Czy to oznacza, że… że ty… - zaczęła mama, ale nie mogła wypowiedzieć tego jednego, jedynego słowa.
- Tak, mamo - powiedziałam. - Przepraszam…
- Rozumiem - odezwała się mama.
Kiedy wróciłam do pokoju, spojrzałam na obraz.
- Muszę ich opuszczać? - zapytałam. - Jak się Edward dowie…
- Edward? - Maryja spojrzała na mnie. - Nie martw się o niego.
Spojrzałam na nią zaskoczona.
- Ale jak ja się mam o niego nie martwić, skoro…
- Wszystko zrozumiesz i o wszystkim dowiesz się w swoim czasie - przerwał mi Przyjaciel.
Zrezygnowana usiadłam na łóżku. Przypomniałam sobie o Kristen. Bardzo za nią tęskniłam i miałam wielką nadzieję, że jeszcze kiedyś się spotkamy. Nie wiedziałam jednak, że moje marzenie miało się spełnić w najbliższym czasie.